Do gali rozdania Oscarów zostały jeszcze 4 miesiące, natomiast pierwsze oscarowe spekulacje pojawiały się już na przełomie sierpnia i września. Poczyniono kilka profesjonalnie opracowanych zestawień filmów potencjalnie nominowanych. Co ciekawe, jak dokładnie byśmy nie szukali w internecie, w każdym taki zestawieniu w kategorii najlepszego filmu nieanglojęzycznego wśród nominowanych zawsze jest wymieniany polski kandydat - Ida

W weekend 4 – 6 lipca 2014 roku film zarobił w USA 220 tysięcy dolarów. Z łącznej dystrybucji obraz wygenerował wpływy wynoszące 2,852 milionów dolarów. Oznacza to, że  Ida sprzedała się za oceanem lepiej niż ostatni film Jima Jarmuscha (Tylko kochankowie przeżyją – 1,7 miliona dolarów wpływu) czy Larsa Von Triera (obie części Nimfomanki zebrały łącznie około 1,1 miliona dolarów).

Wielki sukces finansowy w Stanach Zjednoczonych i szansa na Oscara w kategorii filmów nieanglojęzycznych to jeszcze nie wszystko. Ogłoszono bowiem, że Ida będzię walczyć o nominację również w 5 innych kategoriach: najlepszy reżyser (Paweł Pawlikowski), najlepszy scenariusz oryginalny (Paweł Pawlikowski, Rebecca Lenkiewicz), najlepsze zdjęcia (Łukasz Żal, Ryszard Lenczewski) oraz najlepsza drugoplanowa rola kobieca (Agata Kulesza). Jednocześnie polski film powalczy w konkursie głównym o Oscara za najlepszy film. Nie ma jednak co ukrywać, że są to konkurencje niemal zupełnie zdominowane przez kino amerykańskie. Jednak sam fakt, że Polacy stają w szranki wraz z największymi sławami kinematografii, jest wielkim wyróżnieniem.

O tak szerokim międzynarodowym sukcesie polskiego filmu nie słyszano od lat. Obraz Pawła Pawlikowskiego jest z całą pewnością perełką polskiego kina XXI wieku. Nigdy nie mogliśmy równie obiektywnie stwierdzić, że rodzimy film ma tak duże szanse na Oscara. Nawet mimo tego, że o statuetkę będziemy walczyć w niesamowicie trudnym roku, bowiem w kategorii filmów nieanglojęzycznych prawdopodobnie pojawia się takie pozycje jak: Mama Xaviera Dolana, Zimowy sen – zwycięzca Złotej Palmy na Festiwalu w Cannes oraz kontrowersyjny, rosyjski Lewiatan. Łatwo na pewno nie będzie.

Na oscarowej gali w lutym 2015 r. sytuacja filmów zagranicznych będzię wyjątkowo wyrównana – poziom zdaje się być niesamowicie wysoki. Sytuacja jest zgoła inna niż rok temu, kiedy to od początku wymieniono Wielkie piękno jako faworyta w swojej kategorii i rzeczywiście – zgodnie z przewidywaniami statuetkę otrzymał. Dobra wiadomość jest natomiast taka, że Nancy Willen, który rok temu odpowiadał za działania marketingowe wokół włoskiego Wielkiego Piękna, obecnie prowadzi kampanię promocyjną polskiej Idy.

Mówiąc o wielkim sukcesie naszej rodzimej produkcji, warto zadać sobie pytanie: „Dlaczego właściwie Ida osiągnęła taki sukces?“. W końcu nie pojawiła się w repertuarze multipleksów, więc znaczna część Polaków dotąd w ogóle nie słyszała o tym filmie. Publiczność kin studyjnych to jednak wciąż niewielki odsetek ludzi chodzących do kina.

Po pierwsze, dobrym krokiem okazało się odejście od wysyłania do Hollywood polskich produkcji tworzonych „ku pokrzepieniu serc“, jak to było w przypadku Wałęsy. Człowieka z Nadziei. Może to zabrzmi bezlitośnie, ale przy przyznywaniu Oscarów mało kogo interesują filmy przedstawiające historię poszczególnych państw, o ile nie są one dobrze nakręcone. A Wałęsa… z pewnością nie był. Zbyt często zapominaliśmy, że Oscary nie służą promowaniu historii swojego kraju.

Na szczęście w tym roku wybór wydaje się być niezwykle trafny.

Po drugie, w moim osobistym odczuciu jest to jedna z najlepszych ojczystych pozycji, jaką miałem okazję obejrzeć. Od czasów Dekalogu Krzysztofa Kieślowskiego nie mieliśmy okazji zetknąć się z tak poruszającą i dobrze wyreżyserowaną produkcją z gatunku slow cinema. Co więcej, nakręcenie filmu czarno-białego, z ekranem w proporcji 1:1 nadało Idzie niepowtarzalnego klimatu. Już od pierwszych minut filmu możemy odczuć tajemniczość i głębię płynąca z ekranu.

Przede wszystkim jednak jest to film dobrze nakręcony pod każdym względem. Zdjęcia są niesamowite, bardzo artystyczne, z przepięknym kadrowaniem. Scenariusz jest prosty, ale w swej prostocie niezwykle dopracowany. Dialogów jest nie dużo, ale w przeciwieństwie do większości polskich filmów, nie jest to wcale wadą. Tutaj to jakoś pasuje. Czujemy, że tak właśnie powinno być. Natomiast kiedy już pojawiają się rozmowy bohaterek, są one bardzo naturalne, a zarazem intrygujące.

Agata Kulesza daje popis świetnej gry aktorskiej, udowadniając, iż aktorstwo również stoi na najwyższym poziomie. Sprawia to, że wypowiadane linijki scenariusza również zahaczają o artyzm. Nawet jeśli mówi się o prozaicznych tematach, to wiemy, że to w gruncie rzeczy znaczy coś więcej. A nawet jakby nie znaczyło, to co z tego? Na ten film się po prostu bardzo dobrze patrzy.

Za zachodnią granicą często słyszy się opine, że to największe osiągnięcie polskiej kinemtaografii od czasów twórczości Kieślowskiego. Ośmielę się stwierdzić, że Ida wręcz przewyższa filmy Krzysztofa Kieślowskiego, pokazując dojrzałość obrazu, przy jednoczesnym zachowaniu wszelkich form artystycznych. Nie jest to jednak jedyna pozytywna recenzja obrazu Pawła Pawlikowskiego. Peter Bradshaw z brytyjskiego dziennika The Guardian podsumował naszego kandydata do Oscara w następujący sposób:

Ida is a compelling film that achieves a great deal in a short time. The performances are superb and the sense of location and period miraculous. It could be Pawlikowski’s masterpiece – but I sense this director, who is just 57, still has more to say.“

Podsumowując, narazie nie wiemy nawet, czy Ida zostanie nominowana do nagrody, a co dopiero mówić o zdobyciu Oscara. Możemy natomiast śmiało stwierdzić, że polski kandydat nigdy jeszcze tak bardzo nie zasługiwał na tę nagrodę. To kolejny dowód na to, że polskie kino wbrew powszechnej opinii ma się całkiem nieźle. Pozostaje mieć tylko nadzieję, że film Pawlikowskiego jest zapowiedzią renesansu polskiego kina artystycznego.

Komentarze