Typowe blokowisko z lat. 70, które tętni życiem? Obrazek niczym z kultowego serialu Stanisława Barei „Alternatywy 4”. Spory o drobnostki czy konflikty międzypokoleniowe są nieoderwalnym elementem tej rzeczywistości. Spektakl „Berek, czyli upiór w moherze” w adaptacji Marcina Szczygielskiego to odzwierciedlenie stereotypowego funkcjonowania osiedla pełnego nietypowych osobowości.
Bohaterami teatralnej produkcji są emerytowana bufetowa pani Anna (Ewa Kasprzyk) oraz rozrywkowy homoseksualista Paweł (Paweł Małaszyński). Dla zagorzałej katoliczki wyznającej ideologię Tadeusza Rydzyka towarzystwo, takiego sąsiada to prawdziwe utrapienie. Jedynym słusznym kanałem pozostaje telewizja z Torunia a poduszka z wizerunkiem Matki Boskiej jest niemal wyniesiona na ołtarze. Resztę czasu wypełnia jej nadopiekuńcza kontrola nad życiem Małgosi (Ilona Chojnowska) – jedynej córuni. Z kolei Paweł to fan muzyki, uwielbia głośne brzmienie. Jego głównym celem jest odnalezienie drugiej połówki, lecz trzydziestoletni mężczyżna powoli zaczyna tracić nadzieję.
Każdy poranek umila niegroźna awantura. Paweł gra na gitarze, uniemożliwiając spokojny seans popluarnej telenoweli o rodzinie Lubiczów. Utrudnianie połączenia się z serialową rodziną jest zbrodnią, godną niemal kary śmierci a przynajmniej dożywocia. Walenie w rury, obraźliwe ksenofobiczne hasła czy walka w mocy odbiorników to podstawowe działania. Mówiąc krótko, o porozumienie naprawdę ciężko. Nagły wypadek pani Anny oraz pozytywny wynik testu na AIDS Pawła, powoduje zawieszenie broni. Osamotniona kobieta potrzebuje pomocy a ludzka empatia nie pozwala chłopakowi pozostać obojętnymi. Początki bywały ciężkie, lecz z czasem sąsiedzi zostali najlepszymi przyjaciółmi od ploteczek i popołudniowych herbatek.
Okazuje się, że w najtrudniejszych sytuacjach zawsze znajdzie się pomocna dłoń a głupie spory idą w niepamięć. Oprócz mini komedii, „Berek” gwarantuje dobrą lekcję życzliwości. Czasami zatracamy się w nienawiści, zaś istotną kwestią pozostaje tylko wytrwałość w walce. Niezbyt zawiłe perypetie przedstawione są z dużą dawką dobrego humoru. Podsumowując, sztuka, wręcz idealna na wieczorny relaks. Nie czekaj, bierz znajomych i ruszaj do stołecznego teatru „Kwadrat”.

