`Uczę się słuchać, ale okazje pukają nieraz zbyt cicho, więc staram się wykonywać swoją pracę lepiej, niż mógłby to zrobić ktokolwiek. To najpewniejsze zabezpieczenie przed bezrobociem.` Chciał być stolarzem, perkusistą albo leśnikiem. Dziś jest utalentowanym, wybitnym aktorem. Spotykany na planach filmowych, w serialach, ale przede wszystkim na deskach teatru im. Adama Mickiewicza w Częstochowie. Adam Hutyra opowiedział jak zaczęła się jego przygoda z aktorstwem i jak dzisiaj wygląda jego życie.

1.Kiedy Pan poczuł, że to właśnie aktorstwo jest drogą, którą chce Pan iść dalej przez życie?

To jest tak: Jak większość młodych ludzi (chociaż teraz może się zmieniło), jak kończyłem liceum, które trwało wtedy cztery lata – nie miałem kompletnie pojęcia, co mam dalej robić ze swoim życiem, ale dobry Pan Bóg, jakby pomógł i natchnął. Moi rodzice mieli takich znajomych, do których poszliśmy na przyjęcie ( już nie pamiętam, co to było) i pech czy też szczęście, że na tym przyjęciu była para aktorów z Bielska Białej – Małgosia i Jarek Dwornikowie. No i od słowa do słowa zaczęliśmy rozmawiać – pytali co ja robię – ja powiedziałem, że kończę liceum, a co potem to nie wiem, wtedy zaproponowali, że może spróbowałbym zdawać do szkoły teatralnej, co wzbudziło moją radość. Tak się stało, że właśnie w tym czasie w Bielsku Białej, skąd pochodzę, był taki festiwal, który do dzisiaj funkcjonuje – wtedy o światowym zasięgu. Na ten właśnie festiwal dostałem karnet, obejrzałem parę przedstawień, chociaż wcześniej z teatrem tak naprawdę niewiele miałem wspólnego. Zachwyciły mnie, co najmniej, ze dwie sztuki i postanowiłem zdawać do szkoły.

2. Czy jest Pan zadowolony z tego wyboru?
(Śmiech) Generalnie tak, chociaż ten zawód jest bardzo trudny - przynoszący radości, smutki i frustracje, a także nadzieje… Są wzloty i upadki, ale gdybym miał tak zero jedynkowo powiedzieć, czy zadowolony, czy niezadowolony, to zadowolony.

3.Jest już Pan związany z teatrem dość długo, jak ocenia Pan publiczność kiedyś i dziś?

Hmm kiedyś i dziś publiczność..

4. Ludzie się zmieniają, zainteresowanie teatrem rośnie i maleje, czyż nie?

Tak, ale zainteresowanie publiczności teatrem jest niewątpliwie uzależnione od tego jaki teatr jest, co proponuje. Myślę, że dobry teatr będzie się zawsze bronił. Wieszczono teatrowi, zresztą już nie raz ,upadek, bo ludzie mieli się odwrócić do innych atrakcji, które są w ich zasięgu, jednak nie jest tak. Teatr to jest przekaz energii, jedyne, niepowtarzalne spotkanie widowni i aktorów. Jeśli wszystko dobrze idzie, to aktorzy działają na widownię, widownia natomiast działa na aktorów – jest takie sprzężenie, które się wzajemnie nakręca. Co do widowni, jaka była kiedyś… Były takie czasy, że młodzież musiała chodzić do teatru, ponieważ były to obowiązki związane z edukacją. To chyba nie było dobre, bo ta młodzież często nie była zainteresowana w ogóle tym, na co przychodzi i się nudziła. Kiedyś z kulturą było chyba troszeczkę gorzej, bo ja pamiętam takie czasy, kiedy ktoś strzelał ryżem. Teraz to się nie zdarza. Historie te od lat się nie powtarzają, nie pamiętam, żeby ktoś się tak zachowywał już od bardzo dawna. Teraz młodzież bardziej przychodzi do teatru, bo chce, a nie dlatego że musi.

5.To jeśli chodzi o widownię młodzieżową, a jak jest z widownią dorosłą?

Jeśli chodzi o widownię dorosłą to hmm.. Najgorzej to jest właściwie ze studentami, oni mają najmniejszy kontakt z teatrem – jeżeli chodzi o Częstochowę. Mam takie doświadczenie, że teatr częstochowski ma swoja stałą widownię, ona nie jest zbyt wielka, ale ja tych ludzi widuje na każdych premierach i przedstawieniach popremierowych. Bardzo wiele osób już rozpoznaję, dlatego że potem gdzieś na foyer się spotkamy, rozmawiamy… Niestety to chyba też w dużej mierze wynika z braku pieniędzy. Ostatnio było 250 lecie istnienia teatru publicznego w Polsce i Ministerstwo Kultury i Sztuki postanowiło w związku z tym tego wieczora zrefundować w całej Polsce wszystkim widzom bilety. Bilety było po 2,5 zł – 250 groszy. Wiesz, przeżyłem rzecz niezwykłą. Nie przeżyłem wcześniej tego w mojej karierze dwudziesto, prawie już, pięcioletniej. O 8 rano ustawiły się kolejki do kasy, które otwierały się o 10. Troszeczkę to przypominało sytuację w supermarkecie, kiedy otwiera się i tam dają telewizor za -30% -mówię to troszeczkę z przekąsem. Oczywiście, można sobie pomyśleć, że jak coś dają taniej to ludzie kupują, nie zwracając uwagi na to, co biorą. Tak nie jest, ponieważ ta widownia, którą mieliśmy tego wieczoru była zupełnie inna. Ludzie nie mają pieniędzy na to, żeby chodzić do teatru. Bilet kosztuje 30/40 złotych, dla niektórych to są niebagatelne kwoty, po prostu nasze społeczeństwo nie jest zbyt zamożne, mówiąc delikatnie. Dlatego wydaje mi się, że potrzeba istnienia teatru i widownia jest, tylko niestety nie zawsze może sobie pozwolić na to żeby przyjść.

6.Nie tylko w teatrze można dostrzec Pana postać. Gra Pan również przed kamerą. Czym jest teatr w porównaniu do seriali i kina?

To jest zupełnie inna praca. Teatr oferuje nam dużo czasu, czasami może zbyt dużo, bo jak mamy tyle czasu to go często bardzo trwonimy na rzeczy, które powinniśmy zrobić, a jednakowoż wiemy, że mamy dużo czasu, więc go trwonimy. Daje komfort pracy, można do swojej roli dochodzić przez szereg prób. W filmie jest zupełnie inaczej. Tam się przyjeżdża na plan, właściwie rozmowa z reżyserem odbywa się przed ujęciem, trzeba sobie samemu coś namyśleć i mieć od razu do zaproponowania. To jest jedna z różnic. Kolejna jest taka, że tak zwane środki wyrazu są zupełnie inne. Kamera nie znosi nad wyrazistości, wręcz przeciwnie, trzeba wszystko ściągać, grać bardzo oszczędnie. Tutaj jest podpięty mikroport albo też wisi nad nami mikrofon, dlatego można bardzo cicho, delikatnie mówić. Trzeba te wszystkie środki jakich używamy w teatrze ściągać, co nie znaczy, że tam się nie posługuje emocjonalnością i ekspresją – jest po prostu inaczej wyrażana. Do tego dochodzi olbrzymi stres, który wiąże się z byciem na planie, szczególnie jak się na ten plan przychodzi na dwa, trzy dni, bo ekipa szczególnie w serialu, jest grupą, która pracuje z sobą od wielu miesięcy. Ci ludzie się wszyscy świetnie znają, już wiedzą, czego oczekuje reżyser. Aktor, który przyjeżdża na plan na kilka dni, musi się znaleźć teraz i natychmiast. Film to są duże pieniądze, jest cała ekipa, mało czasu,a jeśli ujęcie się nie uda, to trzeba je powtarzać. Dzień zdjęciowy jest tak zaplanowany, że ilość scen jest do zrealizowania i trzeba te sceny zrealizować, więc jeśli ktoś zawodzi, to czuje na sobie coraz większą presję. To wszystko powoduje, że ciężar bycia na planie jest o wiele większy niż w teatrze, chociaż w teatrze, z drugiej strony, kiedy przychodzi do premiery, no to ciśnienie i stres też jest niezwykle duży – tak się wydaje, że człowiek zaraz zapomni tekstu, pojawia się pełno wątpliwości.

7. Do tego pytania zmierzałam. Co Pan czuje przed wejściem na scenę?

Różnie to bywa. Oczywiście, jak się gra dłużej przedstawienie, to ten stres, obciążenie jest mniejsze, ale ono zawsze jest, przynajmniej w moim przypadku. Zawsze jestem pełen różnych obaw, jest ten stres przed wejściem na scenę. Premiera rządzi się zupełnie innymi prawami, to jest jakiś taki dziwny dzień. Często bywa tak, że gramy przedstawienia tzw. przedpremierowe, czyli takie przedstawienia na otarcie z widownią, ale potem przychodzi ten dzień, który jest zaznaczony na repertuarze jako premiera i nagle pojawiają się jakieś niezwykłe emocje. Tak to już w teatrze jest – premiera to jest premiera. Oczywiście, jeśli się gra dłużej to stres jest mniejszy, ale tez trzeba uważać, bo jak się gra dłużej przedstawienia, to mają taką tendencję do automatyzowania się, aktorzy czasami przestają się słuchać. Jednak moim zdaniem, każde przedstawienie powinno się stawać – tego wieczoru, kiedy widzowie przychodzą do teatru i którego aktorzy stają na scenie. Za każdym razem powinno być troszeczkę inne, a to wynika z tego, żeby aktorzy się słuchali, dialogując w ramach tam pewnych założonych ram, ale jednak żeby to się stawało co wieczór na scenie.

8.Czy ma Pan swoje ulubione miejsce w teatrze?

Bardzo lubię scenę Histrion, która już nie działa. To jest taka malutka scena, na której kiedyś grano przedstawienia, gdy nie trzeba było zwracać uwagi na to ile przyjdzie widzów – czy to się ekonomicznie zamyka czy nie. Teraz scena Histrion nie działa, sporadycznie są tam organizowane warsztaty czy wystawy. Nie ma tam nawet podziału na widownię i scenę, jest na jednej płaszczyźnie. To jest bardzo fajne, klimatyczne miejsce. No i też lubię swoją garderobę.

9.Czy ma Pan w życiu mentora, którego uważa za wzór do naśladowania ?

Mentora nie mam, natomiast jeśli miałbym mówić o osobach, które zainspirowały mnie do aktorstwa to jak już wspomniałem – Jarek Dwornik i Małgosia Dwornik. To byli ludzie, którzy dali mi ten karnet teatralny, spotkali się ze mną kilka razy, przesłuchali mnie, powiedziałem parę tekstów, które pomogli mi wybrać. Niewątpliwie dzięki nim jestem w tym zawodzie. Gdybym ich wtedy nie spotkał, przez przypadek zupełnie, naprawdę nie wiem, co ja bym teraz robił. Nie mam pojęcia. Być może byłbym stolarzem, perkusistą, bo miałem takie pomysły. Ale tak najbardziej to chciałem być leśnikiem, bo uwielbiam drzewa i góry.

10.A jak Pan czuję się w roli autorytetu dla młodych aktorów?

Nie wiem, czy jestem dla nich autorytetem. Wiecznie nie umieją tekstu ( śmiech). Na pewno bardzo ich lubię, widzę w nich, przynajmniej w części, talent i bardzo cieszy mnie to, że dogadujemy się z sobą, potrafimy się porozumieć, że nie ma pomiędzy nami barier takich, których bym bardzo nie chciał – typu, że jestem od nich te 10 lat straszy( śmiech).

11.Słyszy się o wielu przesądach związanych z teatrem. Na próbie generalnej nie powinno się klaskać, bo to przynosi pecha. Remont teatru wróży zmianę dyrektora. Rozsypany puder w garderobie oznacza zmianę teatru. Aktor musi uważać, gdy jego rekwizytem jest trumna itd. Czy wierzy Pan w któryś z nich?

Tak, istnieje bardzo wiele przesądów teatralnych, uważam że są bardzo fajne i należy je pielęgnować. Są teraz w zaniku. Jednak kiedyś, jak przychodziłem do teatru, no było mnóstwo rzeczy, których nie wolno było robić, które wieszczyły jakieś katastrofy – ten puder, który oznacza zmianę dyrektora, pawie pióra na scenie to była klęska przedstawienia, gwizdanie w teatrze do dziś jest absolutnie ZA-KA-ZA-NE, chyba że jest potrzebne w przedstawieniu, ale szczytem braku wychowania w teatrze jest, jak ktoś zacznie gwizdać. Jest wielka obawa przed wnoszeniem trumny na scenę, ja sam przeżyłem taką historię, że graliśmy z trumną i nasz kolega trzy tygodnie później zmarł, co prawda kolega był starszym człowiekiem, ale mimo wszystko jakoś tak się to złożyło z sobą. Jest mnóstwo przesądów w teatrze, ale to jest część teatru – to jest miejsce, które rządzi się swoimi prawami. W teatrze dzieją się takie niezwykłe rzeczy, np. przy pomocy szmaty i drabiny możemy ludziom dać dużo uśmiechu albo wzruszenia. W sklepie przy pomocy szmaty i drabiny nikt się nie wzruszy ani nie uśmiechnie. Teatr jest nadzwyczajnym miejscem.

12.”Uczę się słuchać, ale okazje pukają nieraz zbyt cicho, więc staram się wykonywać swoją pracę lepiej, niż mógłby to zrobić ktokolwiek. To najpewniejsze zabezpieczenie przed bezrobociem.” Czy mógłby Pan wytłumaczyć to stanowisko?

Mnie to zadziwia, kto mi to motto wetknął w usta, być może nie pamiętam.. Natomiast ja traktuję mój zawód bardzo poważnie, ja z tego żyję, więc nie pozwalam sobie na to, żeby traktować go byle jak. Zarówno w teatrze jak i podczas pracy z moją kochaną młodzieżą. Oni wiedzą, że ja się często denerwuję i się czasami zachowuję mało parlamentarnie, ale to wynika tylko i wyłącznie z tego, że mi naprawdę bardzo zależy na tym, żeby to, co robimy miało taki poziom, na jaki maksymalnie możemy się wspiąć. Oczywiście, że wchodząc na górę możemy się z niej sturlać, ale na pewno nie zgodzę się z tym, żeby nie próbować wejść na szczyt tej góry. Ja naprawdę serio traktuję to, co robię, to nie jest zabawa ( śmiech). Chociaż to nie znaczy, że czasem nie ma być przyjemnie, bo to chodzi o to, żeby też było fajnie pracować, ale ja podchodzę do mojej pracy zarówno w teatrze jak i poza nim naprawdę serio.

Komentarze