Polski rock to bardzo specyficzny gatunek muzyki, jednak nawet w naszej Częstochowie możemy znaleźć wielu jego zwolenników. Można to było zauważyć na ostatnim koncercie dobrze znanego zespołu - happysad. Muzycy rozpoczęli swoją karierę w 2001 roku w Skarżysku-Kamiennej, niedaleko Kielc. Początkowo był to jeden z charakterystycznych boysbandów, „grających po garażach”, jednak z czasem doszli do wniosku, że ich hobby może stać się także sposobem na życie.

„Jakby nie było jutra” to tytuł ich już szóstej płyty, prezentującej happysad w zupełnie nowej odsłonie. Dla niektórych fanów był to cios prosto w serce, jednak nie zapominajmy - każdy z nas się rozwija, nie mamy prawa decydować, kiedy i w jaki sposób. Z wydaniem płyty wiąże się długa historia. Członkowie zespołu nad nowym materiałem współpracowali z Marcinem Borsem, który pod koniec lipca br. zaczął etap miksowania nagrań. Kilka zdarzeń z początku sierpnia wywróciło wszystko do góry nogami. Gwałtowna ulewa spowodowała przerwy w dostawie prądu, co pociągnęło za sobą miażdżące konsekwencje. Owoce kilkumiesięcznej pracy po prostu zniknęły, a sprzęt (jedyny taki w Polsce, jeden z czterech w Europie) przestał działać. Premiera płyty zaplanowana na 8 września musiała zostać przełożona na termin późniejszy, ale wierni fani wspierali swoich idoli cierpliwie czekając na płytę. Po ciężkich tygodniach pracy nadszedł czas na rozpoczęcie trasy koncertowej - materiał płytowy był wciąż niekompletny. Tak więc nieoficjalna nazwa trasy brzmiała „Jakby nie było płyty tour”. Z dystansem do siebie i wielkim zaangażowaniem rozpoczęli podróż po całej Polsce.

W czwartek, 27 listopada dotarli również do naszego miasta. Mimo, że start był zaplanowany na godzinę 19, to około 17.30 przed klubem Rura zgromadziło się kilkadziesiąt osób, które chciały jak najszybciej znaleźć się w środku. Apetyt wzniecił występ Neonów, poprzedzający długo oczekiwany rock-band. Zespół został powitany gromkimi brawami, a „happysad, happysad !” krzyczane coraz głośniej brzmiało w uszach każdego na sali. Utwór „Powódź dekady” rozpoczynający płytę, rozpoczął również koncert w częstochowskim klubie.

Kawałki z nowego krążka były przeplatane utworami wciąż podbijającymi serca słuchaczy. Chłopcy spisali się jak zwykle świetnie, dając z siebie 200%, zarażając pozytywną energią. Nawet największy gbur nie ustałby w miejscu, ta muzyka przejmuje kontrolę nad ciałem, niezależnie od woli. Taniec pogo, czyli nieodłączny element rockowych koncertów nie mógł się nie pojawić. Kuba Kawalec - wokalista, przedstawiając członków zespołu powiedział: „[…] w miarę upływu koncertów - Daniel, trąbeczka. Daniel jest tą osobą, która w pewien sposób czyni zespół happysad zespołem z Częstochowy, a jeśli Daniel jest z Częstochowy to i my trochę jesteśmy.” Wypowiedź była przerywana kilkakrotnie okrzykami i brawami, były to z pewnością mocne i niezwykle ważne słowa dla każdego z uczestników koncertu. Wizytę w częstochowskim klubie zakończyło kilka bis-ów, o które publiczność nie musiała długo prosić. Koncert uważam za udany, fani z naszego miasta będą pewnie z niecierpliwością czekać na kolejny, bo zespół odwalił kawał naprawdę dobrej roboty.

Komentarze