Wiele kolorów, niesamowita radość oraz pojednanie się ludzi – z tym właśnie kojarzy mi się Holi. O czym mowa? Holi jest jednym z najważniejszych i najradośniejszych świąt w hinduizmie. Większość z nas zna to święto jako „Festiwal Kolorów”, który dotarł również do Polski i jest organizowany w wielu miastach. Jednak w Indiach, Nepalu lub Bangladeszu festiwal ten ma bardzo religijne podłoże. Uroczystość odbywa się w czasie pełni księżyca, w miesiącu phalguna (luty-marzec) oraz symbolizuje koniec zimy i początek wiosny.
Całość trwa dwa dni. Pierwszego dnia odbywają się wielkie ogniska, podczas których odgrywa się scena śmierci bogini Holiki (od której pochodzi nazwa święta). Holika według wierzeń była córką demonów i przez swoje nieposłuszeństwo wobec ojca, który nakazał jej zabicie brata, została spalona. Ku jej czci do dziś świętuje się wigilię święta Holi. Indie są jednak duże, więc historii dotyczących tego święta jest wiele.
Następny dzień natomiast to jedna wielka zabawa. Wszyscy ludzie, łącznie z turystami wychodzą na ulicę i obsypują się sproszkowaną farbą. Całość wygląda bardzo malowniczo. Najchętniej obsypywani są obcokrajowcy, a specjalne proszki można znaleźć na każdym przyulicznym kramie. Farba nie jest oszczędzana, przed kolorem nie można uchronić nawet krów, które należą do krajobrazu Indii. Ulice spływają barwami, dodatkowy efekt dodaje woda, którą młodzież często wylewa z balkonów na bawiących się przechodniów. Tego dnia wszyscy są sobie równi. Nie jest ważne, jakiego jest się pochodzenia, ani gdzie się pracuje. Każdy bawi się z każdym. Po święcie można spotkać jeszcze wielu ludzi, którzy nie zdołali zmyć z siebie farby, oraz wiele kolorowych zwierząt.
Całe święto jest cudownym widowiskiem, które każdy powinien zobaczyć. Jeśli nie ma się możliwości wyjazdu do Indii, to w naszym kraju również można spotkać takie imprezy (lub stworzyć je sobie samemu!).
