Na rubieżach Warszawy, w zaciszu zielonych osiedli, od wyborów samorządowych trwa wojna na szczytach władzy między Bemowem a Warszawą. Włodarze walczą, a mieszkańcy są już lekko zniecierpliwieni przedłużającym się konfliktem. Co dalej? Chyba nikt nie wie.
Wszelkie opracowania historyczne o konfliktach zaczynają od ich genezy. Tutaj ciężko ją wyznaczyć. Na pewno była tzw. „afera bemowska”, w którą zamieszany był Jarosław Dąbrowski, ówczesny wiceprezydent Warszawy, który po wybuchu afery musiał zrezygnować ze swojego stanowiska. Jak twierdzi Prezydent Warszawy, wówczas zdiagnozowano wiele nieprawidłowości na Bemowie. Mowa była m. in. o niegospodarności czy nepotyźmie. W wyniku kontroli w urzędzie dzielnicy, Gronkiewicz-Waltz nie udzieliła pełnomocnictw do rządzenia na Bemowie Krzysztofowi Zygrzakowi, burmistrzowi.
Postać Dąbrowskiego pojawiła się w następnym akcie konfliktu — w ostatnich wyborach samorządowych. Utworzył on Komitet Wyborczy Jarosława Dąbrowskiego „Dla Bemowa”, który zgarnął najwięcej mandatów w wyborach do Rady Dzielnicy w Bemowie, stając się tym samym pierwszym komitetem wyborczym w Warszawie, nieopartym na partii politycznej, który wygrał wybory dzielnicowe. Bemowocentryczna gazetka — „BemowoNEWS” (wersja elektroniczna omawianego wydania dostępna jest tutaj) — redagowana przez Urząd Dzielnicy i kolportowana po skrzynkach mieszkańców, informowała o „politycznym thrillerze z happy endem”. Dalej przeczytać można było o tym, że „W maju tego roku w wyniku politycznej intrygi, Bemowo stało się ofiarą partyjnych rozgrywek.”, a cała sprawa wynikła z tego, że na Bemowie działo się za dużo i zbyt dobrze, więc postanowiono sprowadzić mieszkańców dzielnicy do parteru.
Po wyborach samorządowych na Bemowie nikt nie miał wyraźnej większości. Dąbrowski dostał 9 mandatów, PO i PiS po siedem, a Bemowska Wspólnota Samorządowa 2. Planowano koalicję PO-PiS, jednak na pierwszej sesji Rady pięciu radnych Platformy Obywatelskiej wystąpiło z niej, tworząc nowy klub — Platforma Bemowo. Uzasadniano to kierowaniem się dobrem dzielnicy i tym, że zarząd Warszawy naciska na to, aby w dzielnicach najważniejsze funkcje były obejmowane przez osoby niezwiązane z daną dzielnicą.
Jak można było się spodziewać, Platforma Bemowo weszła w koalicję z KW Dąbrowskiego i zyskując tym samym większość w radzie dzielnicy, Jarosława Dąbrowskiego na przewodniczącego Rady Dzielnicy. Gronkiewicz-Waltz postanowiła o wysłaniu dwóch pełnomocników do Ratusza, którzy mieli działać na Bemowie, a zarząd dzielnicy miał z nimi konsultować każdą decyzję. Jednak zarząd uznał to za zamach na demokrację. W tym akcie wojny nastąpiło sporo niepokojących sytuacji. Warszawski ratusz miał monitorować zachowanie urzędników poprzez zaglądanie do monitoringu w bemowskim urzędzie, zaś Zygrzaka przyłapano na chodzeniu po korytarzach i majstrowaniu przy kamerach.
Prezydent Warszawy mówi jasno — z Dąbrowskim współpracować nie będzie. Dąbrowski i Zygrzak oskarżają zaś ją o to, że z nienawiści do Bemowa i tego, że władzy nie zyskała tam koalicja PO-PiS, blokuje probemowskie inicjatywy, wskazując jako przykład m. in. BemowoBike. „Obecnie sytuacja jest na tyle trudna, że bemowski samorząd nie jest w stanie realizować nawet spraw bieżących, nie mówiąc już o wielkich projektach.” — informuje burmistrz dzielnicy w wywiadzie udzielonym dla Głosu Lazurowej, który jest kolportowany pośród mieszkańców bemowskiego osiedla Lazurowa. Skan części wywiadu ze wspomnianej gazetki zamieszczamy poniżej.
9 marca liczne gazety donosiły o wywieszeniu na bemowskim ratuszu portretów Prezydent Warszawy i Prezydenta Rosji z tekstem „Gronkiewicz-Waltz Putinem Warszawy”. Plakaty, fundowane — według słów Zygrzaka — ze środków prywatnych, znikły następnego dnia na rozkaz ratusza miejskiego, co zostało poczytane przez Zarząd Bemowa jako kolejny zamach na suwerenność dzielnicy. Została po nich tylko strona internetowa PutinWarszawy.pl, która ma obnażać nieprawidłowości w działaniu Hanny Gronkiewicz-Waltz i fanpage na Facebooku — Prawda o Bemowie. Nawet na stronie Bemowa zarząd nie może prezentować swojej opinii — została ona przejęta przez urzędników miejskich.
Mieszkańcy są podzieleni w swoich opiniach na temat tego konfliktu. Jedni twierdzą, że Warszawa nie powinna się mieszać do Bemowa, inni zaś wskazują na to, że na stronie internetowej była publikowana po prostu propaganda i są zadowoleni, że Gronkiewicz-Waltz interweniuje w tej dzielnicy. A narzekających na ten stan rzeczy pytają, kiedy secesja Bemowa z terytorium Warszawy i utworzenie Bemowskiej Republiki Autonomicznej.
Plakaty z Putinem to nie jest, niewątpliwie, finałowy akt. Ale co będzie dalej?
