Joanna Lewandowska zawitała 20 lutego w Centrum Kultury w Lublinie. Koncert zawierał utwory z płyty „Taka Itaka”. Będąc jedną z najmłodszych słuchaczy, zadałam sobie pytanie co takiego jest w tej kobiecie, że jej twórczość porywa tak zróżnicowaną publikę.
Pierwszy raz usłyszałam ją przy okazji przeglądania twórczości Piotra Roguckiego. „Polowanie na wilki” zapadło mi w pamięć na długo. Długie godziny słuchania tych samych dźwięków w końcu pozwoliły mi się przełamać i sięgnąć po jej twórczość. Szybko jednak się zniechęciłam. Nie trafiłam, na taki rodzaj twórczości, jakiego się spodziewałam. Mimo to ten głos został w mojej głowie.
Na koncercie Karuzela Group w ubiegłym roku znalazłam się przypadkiem. „Polska liryka w norweskim brzmieniu” pozwoliła mi usłyszeć Joannę na żywo. Są artyści, których głównym punktem dorobku powinny być występy sceniczne i Joanna do takich należy. Potrafi nawiązać niesamowity kontakt z publicznością. Po piosenkach, które zmiękczają serce, zaczyna opowiadać o swoim życiu. To tworzy więź.
Siedząc na ciemnej widowni Sali Widowiskowej, myślałam jak to jest, że te teksty, które w rzeczywistości nie są tekstami Joanny, trafiają do mnie-rozbrykanej 17-latki i do tej 70-letniej Pani siedzącej cztery rzędy niżej. Może i mogę powiedzieć o ich uniwersalności. Ale to słowo nadaje twórczości Joanny złego zabarwienia. Według mnie kluczem do zrozumienia jej fenomenu jest wykonanie pozwalające na wielobarwną interpretację. Ten głos i przejęcie w nim sprawiło, że razem z tą siedemdziesięciolatką, słuchając tego samego, myślałyśmy o zupełnie innym aspekcie tej samej części życia.
Joanna Lewandowska trafi do każdego, kto zechce otworzyć się na ten rodzaj twórczości. Chociaż trzeba podkreślić, że jest to artystka tworząca zazwyczaj stricte z perspektywy kobiety, a nie ogólnie człowieka. Sytuacje w jej utworach są przedstawieniem kontaktów damsko-męskich. Dlatego uważam, że kobiety naturalnie lepiej odnajdą się w piosenkach Joanny Lewandowskiej, choć panów na pewno również zainteresują.
