Kinematografia jest dziedziną kultury, o której można by mówić godzinami. Przez ponad 100 lat rozwijała się i odzwierciedlała różne sposoby myślenia czy po prostu ludzkie uczucia. Oczywiście w każdym zakątku świata, czy nawet w każdym z państw kształtowała się ona inaczej - powstawały różne nurty i gatunki, co przełożyło się na jej ogólną róznorodność. Nie inaczej było w Polsce - tutaj kinematografia poszła swoim torem, wyznaczonym przede wszystkim przez zamiłowanie Polaków do historii i dramatu. I tak w XX-wiecznej Rzeczypospolitej dominującymi gatunkami filmów były właśnie filmy historyczne, wojenne i dramaty.
Przykładem tego typu obrazów jest dzieło Władysława Pasikowskiego zatytułowane „Demony wojny wg Goi”. Opowiada ono o Majorze Kellerze - dowódcy polskiego oddziału IFOR w Bośni, który w trakcie pewnej akcji wykonuje manewr sprzeczny z regulaminem. W wyniku tego ma zostać karnie odesłany do Polski na miesiąc przed planowaną zmianą dowódcy kontyngentu. Sprawa przybiera jednak zupełnie inny obrót, kiedy pilot zestrzelonego norweskiego śmigłowca z polskimi żołnierzami na pokładzie prosi o pomoc . Keller decyduje się wówczas, wbrew rozkazom IFOR-u, wyruszyć wraz ze swoim oddziałem na pomoc zestrzelonym.
Film powstał w roku 1998 i choć jest jednym z mniej znaczących w dorobku Pasikowskiego, to jednak trzeba zwrócić uwagę na jego wartość merytoryczną, bowiem nie tylko opisuje warunki, w jakich żyli i pracowali żołnierze, lecz mówi także o odwadze i poświęceniu, na jakie dowódca jest gotów, by ocalić swoich towarzyszy. Sama postać Majora Kellera została naprawdę dobrze zarysowana - jest on surowym, często nie liczącym się ze zdaniem innych dowódcą, a przy tym to osoba pełna współczucia i determinacji, szczególnie wtedy, gdy stawką jest czyjeś życie. Cały wizerunek bohatera dopełnia gra Bogusława Lindy. Aktor, jak zawsze niezawodny, doskonale wczuwa się w rolę twardziela o stalowych nerwach, który jest pewien tego, co robi. Nie inaczej było w przypadku reszty obsady, która także świetnie się spisała - Mirosław Baka jako Cichy, czyli lojalny, czasem ślepo idący za rozkazami, ale bardzo odpowiedzialny kompan, czy Tadeusz Huk jako Major Kusz, a więc poważny i z początku wątpiący w poczynania Kellera dowódca, stanowią pewien kontrast dla postaci głównego bohatera, dzięki czemu ich sylwetki stają się bardziej wyraziste, a widz może się w nich wczuć.
„Demony wojny wg Goi” zostały dobrze wyreżyserowane - Pasikowski dołożył wszelkich starań, by jego obraz był jak najbardziej klimatyczny i trzymający w napięciu. Fabuła jest pełna zwrotów akcji, a jej tempo odpowiednio wyważono, zatem film nie jest ani za bardzo dynamiczny, ani zbyt monotonny. Odpowiednio dobrane ujęcia podkreślają emocje bądź odczucia bohaterów w różnych sytuacjach - dzięki temu dodatkowo buduje się napięcie, co wpływa na całokształt dzieła. Nie sposób nie wspomnieć o stronie wizualnej, która również została dopieszczona w każdym calu. Efekty specjalne są realistyczne do tego stopnia, że nierzadko odnosi się wrażenie, iż wybuchy czy pożary to w stu procentach prawdziwe, a nie zainscenizowane zjawiska. Plenery także stanowią duży plus filmu - malownicze scenerie dopasowano do poszczególnych scen obrazu tak, by jeszcze bardziej podkreślić ich nastrój. Warto nadmienić, że jednym z plenerów były podnóża Zamku w Olsztynie koło Częstochowy, których użyto jako teren obozu Majora Kellera. Całość dopełnia muzyka Marcina Pospieszalskiego, nadająca niezwykły klimat dziełu i poruszająca do głębi widza.
Jak zatem widzimy, już w latach 90. tworzono filmy, które zawierały w sobie głębszy przekaz i były ważne dla polskiej kinematografii. A choć „Demony wojny..” zostały praktycznie zapomniane, nie można zaprzeczyć, że jest to film niszowy, będący dość dobrym wzorem dramatu wojennego. Oczywiście obraz nie jest pozbawiony wad - jedną z największych stanowi przewidywalne zakończenie, lecz i tak jego ostatnie ujęcie daje dużo do myślenia. Ogółem rzecz biorąc, „Demony wojny wg Goi” są godne polecenia, choćby ze względu na niesamowity klimat i wciągającą fabułę z przesłaniem.
