Czym jest dobra krew?

Krew. Nie jedna osoba na sam widok tej gęstej cieczy odczuwa dyskomfort, powodujący wymioty czy omdlenia. Krew jest dla nas symbolem śmierci, wojny i bólu. Lecz jeśli pominiemy te jakże tragiczne skojarzenia możemy dojrzeć, że jest to przede wszystkim życie. Każdy człowiek w swoim organizmie posiada jej około 7 litrów. Przepływa przez nasze organy, żyły, tętnice. Dzięki niej bije nasze serce. Dzięki niej możemy żyć. Każdego dnia oddawana jest w ogromnej ilości w szpitalach ratując innemu człowiekowi życie. Czy więc tytułowa dobra krew powinna nam kojarzyć się z cierpieniem i złem?
Krew jest podstawowym składnikiem diety Nieńców, ostatnich europejskich koczowników. Zapewnia im przetrwanie w surowych warunkach syberyjskiej tundry. To właśnie tam udała się Magdalena Skopek w 2010 roku. Swoje przeżycia oraz doznania zamieściła w książce „Dobra krew. W krainie reniferów, bogów i ludzi”. Autorka, aby oddać obraz tego, co widziała, umieściła ogromną ilość zdjęć. Dzięki nim odbiorca może poczuć choć namiastkę tego, co czuła Magdalena Skopek. Przeglądając zdjęcia, tak prawdziwe i surowe, miałam wrażenie obecności w tym właśnie miejscu. Autorka ukazuje dzikość, odmienność życia Nieńców. Jej reportaż jest czymś w rodzaju powrotu do natury. Już na początku swojej książki wspomina czemu właśnie wybrała tak odległą krainę. Gdzie nie są wpuszczani „obcy”, gdzie tak trudno jest się odnaleźć. Jak wspomina autorka, zawsze pragnęła zobaczyć odległe krainy. Przed wyprawą na Syberię wybrała się w podróż do Chin, Mongolii, Afryki. Chciała pojechać tam gdzie inni nie chcą lub się boją. Pasja i ciekawość zaprowadziły ją właśnie do Jamału, końca ziemi.
Magdalena Skopek pokonawszy ciężką drogę, niewygodną podróż i problemy transportem w końcu dotarła na miejsce. Gościny udzieliła jaj nieniecka rodzina. Nazywali się Akatteto. Właśnie ta koczownicza gromada przyjęła pod swój dach młodą Polkę i pozwoliła wdrożyć się w ich życie, zwyczaje, światopogląd. Dzięki nim mogła obserwować strzeżony, dziki świat. Autorka w swoim reportażu relacjonuje nam wydarzenia z jej dwumiesięcznego pobytu w tundrze. Rodzinna Akatteto zajmowała się hodowlą reniferów. Te zwierzęta zapewniały im przetrwanie. Są źródłem pożywienia, transportu, ubrania , budulcem domów. Magdalena Skopek uczyła się prowadzić zaprzęg, jednak nie mogła się równać z doświadczeniem i zdolnościami 7-letniej córki gospodarzy. Autorka, jako specjalny gość dostawała najlepsze pożywienie. Gdy tylko zastał zabity renifer, rodzina spożywała świeże, surowe i jeszcze ciepłe mięso. „Wystarczyło spojrzeć na skwaszony grymas na twarzy Wiktora obserwującego przygotowania do posiłku, żeby mieć pewność, że tych dwóch w kwestii kolacji się nie dogada. Nina specjalnie drażniła Wiktora, twierdząc, że surowa wątroba jest wyjątkowo smaczna i że Magda zawsze je surowe mięso jak prawdziwa Nienka. Sprowokowany Wiktor nie miał wyjścia i po raz pierwszy zdecydował się spróbować krwawego rena.” Goście dostawali zawsze najsmaczniejsze kąski. Dieta Nieńców składała się głównie z mięsa i ryb, surowych albo wędzonych. Odpowiednikiem naszego wina dla koczowników jest krew, jeszcze ciepła. Jest to jedyne źródło witamin, gwarantujące przetrwanie w surowych warunkach tundry. Jednak jak mówi autorka, z grzeczności piła ten trunek i nie uzyskał jej sympatii. Nieńcy mieszkają w budowanych z drewna i skór renifera domów – Czuma. Skóry zwierząt utrzymują ciepło w pomieszczeniu a dziura w dachu pozwala na rozpalenie paleniska. Nieńcy przenoszą się co 2-3 dni. W zimę koczują dłużej w określonym miejscu. W tundrze pogoda zmienia się niespodziewanie. Mimo odosobnienia Nieńcy mają co jakiś czas styczność ze znaną nam „nowoczesnością”. Na terenach tundry znajdują się osady, sklepy i szkoły. Jednak nie posiadają niezbędnych nam np. telefonów komórkowych. Przeszkodę stanowi brak zasięgu oraz brak elektryki, z czym się wiąże koczowniczy tryb życia. Magdalena Skopek porusza problem alkoholizmu jaki panuje na terenach północnej Syberii. Jednak dodaje, że w rodzinie u której zamieszkiwała nie zaobserwowała tego problemu. Jedna butelka okazyjnego wina starczała dla 5 osób. Z uwagi na to, że każdy człowiek jest inny nie możemy przypinać do nich takiej „metki”. Autorka wspomina też o problemach związanych z dużym wskaźnikiem samobójstw. Można tłumaczyć, że przyczyna tkwi w odcięciu od reszty świata lub surowości terenu. Z takim problemem też zmagają się kraje skandynawskie. Więc okazuje się, że ten problem nie jest nam obcy i daleki skoro spotyka naszych sąsiadów. Nieńcy mają też swoje obyczaje dotyczące pochówku. Nie wygląda to tak jak u nas. W naszym zwyczaju zmarłych chowa się w ziemi, u nich przeciwnie. Zmarłego zamyka się w drewnianej skrzyni, ubranego w najcenniejsze rzeczy i pozostawia wraz z dobytkiem. Dla nas taki zwyczaj może wydawać się dziwny, lecz przypomina pochówek z odległych nam czasów. Każdy ród Nieńców posiada własny cmentarz. Charakterystyczną cechą „naszych” koczowników jest to, że nie posiadają własnego pisma. Opierają się na cyrylicy rosyjskiej. Od Rosjan przejęli sposób przedstawiania się. Najpierw podają imię własne, imię ojca a na sam koniec nazwisko rodowe. Nieńcy jak wspomina autorka, nie stronią od kontaktu z otaczającą nas rzeczywistością. Nie wzbudza w nich żadnego zaskoczenia, strachu czy ciekawości. Żyją w zamkniętym kręgu własnego świata. Nie chcą ingerencji z naszej strony. To właśnie „My” uważamy, że powinniśmy takie obce nam kultury wciągać w nasz świat i narzucać nam nasz światopogląd. W przeciwieństwie do nas, ich nie szokują nasze zwyczaje i technika. Są im doskonale znane i od czasu do czasu mają z nią styczność. „Nina przywiozła ze sklepu w Harasawieju mleczko do twarzy i płatki kosmetyczne. Wszyscy się tym myją, łącznie z Paszą.” Wydaje się nam dziwne stronienie od życia jakie my prowadzimy. Stałego miejsca, pewnej stabilizacji i zapewnienia bezpieczeństwa. Ja, podobnie jak autorka, doszukałam się w nim piękna. Życie Nieńców jest ciężkie, ze względu na warunki klimatyczne jak i sam sposób funkcjonowania. „Trzepot jeje na wietrze. Nienieckie rozmowy, które płyną w tle, bo ich nie rozumiem. Warczenie psów i ich piskliwe, krótkie ujadanie jeden na drugiego. Skowyt pogryzionych i wrzaski kobiet. Trzask ogniska i zapach dymu. Tupot i śmieszne kwiki reniferów. Tupot stada reniferów po rozdeptanej tundrze brzmi jak głośne mlaskanie. I cisza. Warczenie. To słyszy się w czumie.” Myśl nasuwa się sama. Ich związek i przywiązanie do miejsca, natury stanowi duchowość, tak silną , że nawet najcenniejsze skarby naszego świata nie są warte zerwania z tundrą.
Czytając reportaż Magdaleny Skopek miałam wrażenie obecności w tym dzikim miejscu. Całokształt przedstawiony przez autorkę powodował u mnie dreszcze, szybsze bicie serca.Odbiorca ma możliwość zachłyśnięcia się pięknem tundry, niesamowitych krajobrazów. „Sine, ciemne niebo, a na północy szeroki, rozświetlony, pomarańczowy, bezchmurny pas.” Jest to wyjątkowa książka, napisana przez niezwykłą kobietę. Zachęcam do lektury, bo warto wybrać się na koniec ziemi. Krainy Nieńców.

„Podróż przecież nie zaczyna się w momencie, kiedy ruszamy w drogę, i nie kończy, kiedy dotarliśmy do mety. W rzeczywistości zaczyna się dużo wcześniej i praktycznie nie kończy się nigdy, bo taśma pamięci kręci się w nas dalej, mimo że fizycznie dawno już nie ruszamy się z miejsca. Wszak istnieje coś takiego jak zarażenie podróżą i jest to rodzaj choroby w gruncie rzeczy nieuleczalnej.”

Komentarze