Największy showman polskiej sceny politycznej, europoseł, kandydat Partii KORWiN na prezydenta RP 26 marca o godz. 16:00 wylądował na lotnisku w Jasionce w ramach lotniczej trasy „AIR KORWIN ONE”, będącej częścią jego kampanii wyborczej.
Godzina 17:00, wiosenne słońce powoli zaczyna chować się za horyzontem. Na rzeszowskim rynku tłum składający się głównie z młodych osób. Panuje względny spokój, który nagle przerywają gwizdy i okrzyki wywołane pojawieniem się czerwonego cadillaca, w którym na tylnym siedzeniu stoi i z uśmiechem macha do zgromadzonych – autor tytułowego cytatu – pan Janusz Korwin-Mikke.
Samochód zatrzymuje się na środku placu, 72-latek zgrabnym ruchem wyskakuje z pojazdu, zajmuje miejsce na schodkach obok pomnika Tadeusza Kościuszki i rozpoczyna kolejne spotkanie ze swoimi wyborcami.
Mówi o roli prezydenta, jego uprawnieniach, które odpowiednio wykorzystane umożliwiłyby Polsce i Polakom „powrót do normalności”. Zachęca do uwierzeia w nasz kraj, do bycia dumnym ze swojego obywatelstwa i miejsca zamieszkania. Obiecuje, że jako prezydent przyczyni się do wzbogacenia swoich rodaków, a pierwszym krokiem w tym kierunku będzie zlikwidowanie lub obniżenie podatku dochodowego, który nazywa „karą za pracę”. Jest wizjonerem snującym plany odbudowy polskiej gospodarki. Pod koniec jego wypowiedzi pada odważne stwierdzenie, że głosowanie na jego przeciwników – Andrzeja Dudę lub Bronisława Komorowskiego to głosowanie za III wojną światową, które tłumaczy i popiera faktami. Żadnych wrzeszczących psychoprzeciwników, jajek na marynarce czy żenujących wpadek. Po dwóch godzinach spędzonych w Rzeszowie udaje się do Lublina na kolejne spotkanie.
Przedstawiany w mediach jako zwariowany starszy pan, którego wypowiedzi i ideologia nie są godne uwagi. Określany mianem „reprezentanta wariatów”. Jaki jest naprawdę? Janusz Korwin-Mikke to charyzmatyczny człowiek, który potrafiący zmotywować swoich słuchaczy i wzbudzić w nich zaufanie. Niczego nie ukrywa. Odpowiada na pytania. Nie boi się mówić o bulwersujących i sprzecznych z ustaleniami „autorytetów” sprawach, które próbują być przez nich tuszowane. Jest szczery i pewny siebie. Odważny.
Jednak czy Polacy mają wystarczająco dużo śmiałości, aby oddać na niego swój głos? Czy wolą nadal stać w miejscu i żyć z dnia na dzień, niczego nie zmieniając, bo to łatwiejsze i niewymagające zaangażowania? Odpowiedź uzyskamy już 10 maja, po pierwszej turze wyborów prezydenckich.
