Dziennikarz powinien być bezstronny, nie stawać w imieniu bądź obronie żadnej religii. Są jednak sytuacje i ludzie, których opisanie jest warte złamania pewnych zasad. Takim człowiekiem jest Zygmunt Romanowski, który wystąpił 23 listopada w jednej z tczewskich świątyń.
Będąc dzieckiem, chorował na wirusowe zapalenie rdzenia kręgowego, w wyniku czego był sparaliżowany, a oddychał tylko dzięki „żelaznym płucom”. Po pewnym czasie opuścili go nawet biologiczni rodzice, których sytuacja ta po ludzku przerosła. Nieustępujący przez 3 lata paraliż oraz brak perspektyw na wyleczenie nie rokowały dobrze.
Pod opiekę przygarnęły go siostry zakonne. W cudowny sposób paraliż cofnął się, co było niezrozumiałe dla lekarzy, gdyż nie widzieli żadnych szans dla młodego Romanowskiego. W tym czasie spotkał się z ogromnym niezrozumieniem ze strony innych dzieciaków, które wiedząc, że nie może nic zrobić, nawet powiadomić opiekunek, wykorzystywały sytuację, aby mu dokuczyć. Pewnego dnia jednak krzyknął, czym wprawił w osłupienie siostry. Od tego czasu, tj. w wieku 7 lat, zaczął uczyć się mówić. Zaczął nie od słów „mama”, „tata” jak większość dzieci, lecz od słów modlitw. Miał też duże problemy z czytaniem i pisaniem, nie potrafił zanucić nawet najprostszej melodii. Po dwóch latach nauki, a właściwie drogi przez mękę, w końcu udało mu się zagrać na fortepianie prostą melodię. Zadecydował jednak, że zmieni fortepian na gitarę i tak zostało do dziś.
Po pewnym czasie przeniósł się do Ojców Karmelitów Bosych w Krakowie, dzięki pomocy których udało mu się dostać na kilka uczelni oraz zdobyć wiedzę w dziedzinie cybernetyki, radiologii i kilku innych kierunków, łącznie zaliczając 40 przedmiotów w ramach indywidualnego toku studiów. Zaczął pisać piosenki w różnych językach, w tym po hiszpańsku, francusku, angielsku czy włosku. Uzyskał również specjalne błogosławieństwo papieża Jana Pawła II, który zachęcił go do udania się w pielgrzymkę świeckich. W ramach tego światowego tourne odwiedził 30 krajów, w których dawał swoje świadectwo. Jest ono połączone z koncertem piosenek, których sam jest autorem, zarówno tekstów, jak i melodii.
Ma też pewne pragnienie - odnaleźć swoich prawdziwych rodziców, co jednak jest bardzo trudne, gdyż jego imię i nazwisko są nadane urzędowo, a nazwisko, jak sam określił, wybrał po prostu z książki telefonicznej. To jednak nie przeszkadza mu w dalszym pełnieniu misji, którą rozpoczął kilkanaście lat temu.


