W 13. kolejce piłkarskiej T-Mobile Ekstraklasy, Lechia Gdańsk przegrała ze Śląskiem Wrocław 1:4. Gdańszczanie grali w osłabieniu po usunięciu z murawy Ariela Borysiuka. W 23 minucie przegrywali już różnicą 3 bramek.
Pomimo tzw. meczu przyjaźni i przyjaznej atmosfery panującej wśród kibiców oby klubów – piłkarze wszelkie sentymenty pozostawili na uboczu. Już od pierwszej minuty gospodarze zdecydowanie ruszyli do ataku, a po upływie sześciu objęli prowadzenie. Po udanym podaniu Sebastiana Mili piłka trafiła pod nogi Flavio Paixao, który uderzył w stronę bramki. Ta po rykoszecie, odbijając się od nogi Thiago Valente trafiła między słupki bramki Mateusza Bąka. Cztery minuty później, po faulu w polu karnym na Sebastianie Mili, boisko opuścił Ariel Borysiuk. Podyktowaną jedenastkę na gola zamienił Flavio Paixao, ponownie wpisując się na listę strzelców. Goście nie mieli litości i już w 26 minucie było 3:0. Paixao urwał się obrońcom, kopnął piłkę, a ta wpadła do siatki obok bezradnego Bąka. Groźnych sytuacji w wykonaniu Portugalczyka nie brakowało. Przed końcem pierwszej połowy uderzył mocno w poprzeczkę, jednak tym razem bramkarz Biało-zielonych nie dał się zaskoczyć.
Po przerwie Paixao wciąż zaskakiwał gdańską publiczność swymi umiejętnościami. W 50 minucie, po pięknym lobie skompletował hattricka. Pod koniec spotkania, pomimo naporu gości, to Lechii udało się strzelić honorowego gola. Po płaskim strzale Kevina Friesenbichlera, Pawełek nie miał dużo do powiedzenia.
Goście odjechali do Wrocławia z zasłużonymi trzema punktami. Piłkarze Lechii po tak nieudanym spotkaniu muszą wziąć się w garść i wyciągnąć wnioski przed spotkaniem z Górnikiem.
